hover animation preload

"Pan Przypadek i trzynastka" - Jacek Getner
by Grafogirl in , ,

Pan Jacek Przypadek to tytułowy bohater powieści Pan Przypadek i trzynastka - trzydziestoletni mężczyzna, który nie szuka stałej pracy, nie myśli o znalezieniu żony i założeniu rodziny. Ponad to bardzo podoba mu się taki stan rzeczy. Żyje spokojnie, utrzymując się z wynajmowania mieszkań. Poza tym sumiennie ćwiczy, aby spełnić swoje marzenie – wystartować w maratonie. Jednak ten z pozoru normalny obywatel kryje w sobie niezwykłe umiejętności. Pewnego dnia wychodzą na światło dzienne, a Jan Przypadek zostaje...detektywem.

Jego sąsiadka, pani Irmina Bamber, zostaje okradziona – z jej mieszkania znikają cenne obrazy. Biedna kobieta prosi o pomoc swojego sąsiada – pana Jacka. W ten sposób niezwykle spostrzegawczy i inteligentny mężczyzna rozpoczyna śledztwo, przyprawiając o ból głowy wiele osób. Jego działalność będzie spędzała sen z powiek nie tylko podejrzanym, ale też policjantom, na przykład podkomisarzowi Łosiowi.

Pan Przypadek i trzynastka to pierwszy tom, otwierający cykl czternastu książek o przygodach detektywa Jacka Przypadka. Ten zwykły obywatel o niezwykłych zdolnościach potrafi wzbudzić sympatię czytelników, podobnie jak jego sąsiadka – pani Irmina. Młody mężczyzna ze swoimi marzeniami o maratonie, osobliwym przyjacielem, rodziną oraz stosunkami z kobietami niejednokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy. Poza tym sprawia wrażenie człowieka z krwi i kości. Panią Irminę lubi się za jej niezwykłą energię do życia i zapał do działania. Jako osoba towarzyska i powszechnie lubiana pomaga panu Przypadkowi – przecież to za jej inicjatywą Przypadek może sprawdzać się w nowym zawodzie. Kolejnym bohaterem, który wyróżnia się pośród postaci, jest przyjaciel Jacka, Błażej, znany także jako „Młody bóg seksu”. Jego pseudonim niestety nie wynika z rzeczywistości, lecz urojeń młodego boga, któremu wydaje się, że każda mijana kobieta pożera go wzrokiem. Błażej, początkujący prawnik, wiedzie więc ciężkie życie rozchwytywanego mężczyzny, swoim zachowaniem niezwykle bawiąc czytelników. Oprócz tych trzech osób, poznajemy także rodzinę Błażeja i Jacka oraz rozmaitych policjantów i podejrzanych w kolejnych sprawach pana Przypadka. Każdy z bohaterów jest wykreowany równie dobrze – czytelnicy dokładnie znają ich słabości, pragnienia, marzenia. Zachowanie postaci, ich opisy oraz dialogi pomiędzy nimi sprawiają, że ludzie są bardziej naturalni.

Oprócz bohaterów, którzy potrafią zbudzić współczucie oraz sympatię, książka posiada dobrze zbudowaną fabułę. Akcja rozwija się w umiarkowanym tempie, a pan Przypadek stopniowo zbliża się do rozwiązania kolejnych spraw. Czasem łatwo przewidzieć rozwiązanie problemu detektywistycznego, bo jednoznacznie wskazują na to poszlaki, ale powieść potrafi zaskoczyć, do czego przyczynia się inteligencja i spostrzegawczość Jacka. Oprócz elementów detektywistycznych mamy pokazane relacje pana Przypadka z bliskimi, które także potrafią zainteresować.

Mimo że powieści detektywistycznych jest dość sporo, Pan Przypadek i trzynastka potrafi wciągnąć czytelnika. Nie za sprawą wyjątkowych rozwiązań fabularnych czy oryginalnych pomysłów, ale charakterystyczną atmosferą, która towarzyszy czytelnikowi podczas lektury. Powieść pozostanie w pamięci na długie lata, ale zapewni kilka godzin porządnej rozrywki w towarzystwie interesującej fabuły i naturalnych, sympatycznych bohaterów. Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalej losy spostrzegawczego pana Przypadka, zarówno w sferze prywatnej jak i zawodowej. Czy nie ściągnie na siebie kłopotów? Jakie będą jego następne zlecenia? Pan Przypadek i trzynastka to książka niewątpliwie warta polecenia. 


Wydawnictwo Poligraf
Data wydania: 2013
Liczba stron: 200
Ocena: 8/10


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji bardzo dziękuję autorowi!
Comments (3)

"Niezgodna" Veronica Roth
by Grafogirl in , ,



Niezgodna napisana przez Veronicę Roth weszła na rynek, otwierając kolejną serię powieści osadzonych w anty-utopijnym świecie. Książki z tego gatunku podbijają ostatnio serca czytelników. Pewnie dlatego opowieść o młodej Beatrice została dobrze przyjęta, a zewsząd sypią się opinie, jakaż ta historia cudowna i wciągająca. Czy debiut Veroniki Roth faktycznie jest aż tak wspaniały, jak go wychwalają?


Na podwalinach Chicago został utworzony świat, którego mieszkańców podzielono na grupy zwane frakcjami - Altruizm, Erudycja, Nieustraszoność, Prawość oraz Serdeczność. Wszystkie odpowiadają różnym cechom ludzkiego charakteru. Każdy młody obywatel tego świata w wieku szesnastu lat przechodzi test przynależności, podpowiadający mu, którą frakcję wybrać. Takiego wyboru musi dokonać Beatrice – główna bohaterka powieści. Dziewczyna podejmuje odważną decyzję. Postanawia odejść od rodziny i iść za głosem serca - przechodzi do najbardziej niebezpieczniej, tajemniczej i budzącej respekt grupy – Nieustraszonych. W ten sposób dziewczyna wychowana w spokojnym domu, nagle zaczyna wyskakiwać z pociągów, biegać po dachach lub strzelać. Każdego dnia budzi się ze świadomością, że to mogą być jej ostatnie chwile w tym miejscu. Dziewczyna przeżywa zderzenie ze światem pełnym odwagi, adrenaliny i dobrej zabawy, ale również niebezpieczeństwa, z którym musi zmagać się każdego dnia. Właśnie dzięki temu oryginalnemu pomysłowi, powieść czyta się tak szybko i okazuje się tak wciągająca. 

Czytaj dalej:
http://ksiazki.polter.pl/Niezgodna-Veronica-Roth-c25403
Comments (4)

Anime#4 - Sword Art Online
by Grafogirl in

 Sword Art Online


Sword Art Online to anime, które zdobyło ostatnimi czasy sporą popularność. Jego ranga urosła do kontrowersyjnego z powodu tak drastycznie różnych gustów widzów. Odbiorcy obrzucają tę serię albo błotem i bronią sieczną, albo płatkami róż i złotem, burzliwie przy tym dyskutując. Jedni oglądają z umiarkowaną ciekawością, inni z przejęciem przy asyście pudełka chusteczek, a jeszcze inni z poduszką pod pachą. I zapałkami podtrzymującymi powieki, coby nie zasnąć.

Sword Art Online to gra, z której można korzystać za pomocą specjalnego systemu. Aby się zalogować, należy założyć hełm, który zabiera gracza bezpośrednio do wirtualnego świata. Jesteście w stanie to sobie wyobrazić? Te emocje! Dzierżysz miecz we własnej dłoni i przemierzasz krajobrazy, mogąc nacieszyć się dotykiem trawy, czy promieniami słońca na twarzy... Można oderwać się od ponurej rzeczywistości i ruszyć ku przygodom...Czyż to nie wspaniałe?

Do takiego wniosku doszło aż dziesięć tysięcy użytkowników, którzy zakupili Sword Art Online. Niczego nie podejrzewając, z ekscytacją założyli na głowę hełm, zalogowali się, zachwycili i... I przeżyli szok, bo magiczny przycisk „wyloguj” jak gdyby nigdy nic zniknął. Błąd w grze? A skąd! To działanie jak najbardziej zamierzone. Teraz, aby opuścić Sword Art Online, muszą przejść kilkadziesiąt pięter, z których składa się jej świat. Pięter pełnych bossów, potworów, pułapek, miast, lasów, wiosek. Żeby nikt przypadkiem się nie nudził, wprowadzono zasadę, że śmierć w grze oznacza śmierć w rzeczywistości.


Trzeba przyznać, że romans wywołuje wiele skrajnych emocji – od śmiechu do rozpaczy. Pozostaje tylko całkiem sporna kwestia ich charakteru. Przede wszystkim należy zauważyć, że wątek miłosny nie jest ani specjalnie innowacyjny, ani zaskakujący. Kirito po kilku odcinkach robi wszystko z myślą o ukochanej, dla ukochanej ewentualnie z powodu ukochanej. Wyznają sobie miłość, hasają beztrosko po łąkach, trzymają się za rączki, bawią się w rodzinę, czasem płaczą i walczą o życie – wszystko to jest tak przerysowane, pogrubione i podkreślone, aby każdy, absolutnie każdy zauważył wspaniałe uczucie. Poza tym fabuła często naginana jest na aktualne potrzeby wątku miłosnego, co często burzy logikę i ustalone wcześniej zasady.

Jak to odbierać? Osoby, które nie przepadają za ckliwymi romansami i sporą dawką melodramatu, powinny się natychmiast, jak najszybciej ewakuować, bo to anime będzie dla nich drogą przez mękę. Są jednak gusty i guściki. Na pewno znajdą się ludzie, którzy cenią sobie takie uczucie. Historia miłości, która rozwija się w takich okolicznościach, jest niewątpliwie atrakcyjna dla romantyków i osób wrażliwych. Uczestnicy gry to przecież ludzie bardzo młodzi, a każdego dnia muszą walczyć o przetrwanie. Próba ułożenia sobie pięknego, wspólnego życia przez dwoje ludzi, czy też chęć odnalezienia szczęscia w tym nieprzyjaznym świecie, budzi w odbiorcach wiele emocji. Mogą z zapartym tchem śledzić rozwój burzliwej miłości, opartej na zaufaniu i wzajemnym oddaniu.

Nie należy zapominać także o innych wątkach, które od czasu do czasu wyłaniają się z odmętów romansu. To przeważnie niczego nie wnoszące „zapychacze”, ale nie można na nie narzekać. Urozmaicają fabułę, pozwalają chodź na chwilę odpocząć od wątku miłosnego. Poza tym niektóre z nich zwracając uwagę widza na wartości takie jak silna przyjaźń między ludźmi, pokazana na przykładzie relacji członków klanu.


Jak to w grach bywa, gdy odbiorcy napatrzą się już na szczęśliwe, pełne miłości życie bohaterów, nadchodzi czas na walki. Albo chociaż snucie planów na temat zdobycia kolejnego piętra i ewentualnego przejścia gry. Tutaj też pojawia się problem, który wywołuje skrajne emocje. Kirito to bowiem bohater niemalże idealny. W swym czarnym płaszczu, otoczony mgiełką tajemnicy, przemierza świat Sword Art Online i szturmem pokonuje kolejne potwory, podbijając przy tym kobiece serca samym tylko spojrzeniem. Bohater – mięczak to także element wysoce niepożądany, lecz Kirito i jego wielka moc powodują, że wynik walk jest przeważnie z góry przesądzony. I gdzie tu emocje? Zresztą Kirito nie musi walczyć, żeby prezentować wszem i wobec swoją bezgraniczną wspaniałość. Sprawdza się także w dawaniu mądrych rad, czy też rozwiązywaniu problemów natury wszelakiej. Efekt? Dla niektórych seria jest do bólu przewidywalna i nudna, inni cieszą się, gdy Kirito efektownie wygrywa kolejną bitwę.

W ogromnej ilości łez i romantycznych słów zupełnie zgubiła się reszta postaci. Większość z nich pojawiła się i zaraz zniknęła, zanim zdążyła zainteresować widzów lub też wzbudzić ich sympatię. Dlatego też resztę graczy poznajemy przelotnie, co pozbawia Sword Art Online wielu ciekawych bohaterów.

O ile pierwsze czternaście odcinków można nazwać przeciętnymi, tak reszta sprawia wrażenie zrobionych „na siłę”. Kirito zabiera nas w świat kolejnej gry – tym razem przepełnionej elfami,wróżkami i magią. Wątek miłosny nabiera rumieńców i ostatecznie pozbawia wszelkich nadziei przeciwników Sword Art Online na efektowne, ciekawe zwieńczenie mocno przeciętnej serii. Bowiem twórcy zdecydowali się na wprowadzenie nieco dramatyzmu, oczywiście robiąc to w możliwie jak najbardziej przesłodzony sposób. Kirito ratuje swoją ukochaną, dręczoną przez obrzydliwie złego mężczyznę – to motyw wyjątkowo dobrze znany, bo wielokrotnie wykorzystywany. Przy tym oczywiście nad wyraz nieciekawy. Wisienką na torcie stanowi wprowadzenie wątku kazirodczego.


Poziom produkcji podnosi przyjemna dla oka grafika. Trzeba przyznać, że tła przyciągają wzrok, a krajobrazy są wyjątkowo efektowne - to jedne z największych plusów tej produkcji. Kolory są żywe, soczyste i pełne refleksów światła. Postacie prezentują się ubożej. Są raczej przeciętnie, poza tym widać pewne niedociągnięcia, takie jak nienaturalnie wydłużone twarze z profilu. Mimo tych mankamentów, ogólnie rzecz ujmując, kreska jest miła dla oka, przyjemna i schludna.



Ogólnie rzecz ujmując, Sword Art Online i jego fabuła opierają się na romansie. Wszelkie inne wątki i tak kończą się wielkim wyznaniem uczuć lub umocnieniem więzi między parą zakochanych. Zakończenie pierwszej serii można przewidzieć po pierwszych czterech odcinkach, podobnie jak prawie każdą walkę, gesty postaci i rozwój relacji między nimi. Przez to pomysł na całkiem dobrą serię, łączącą ze sobą akcję, romans i nutkę dramatyzmu przepadł w odmęcie przesłodzonego romansu. Mimo to Sword Art Online ogląda się całkiem przyjemnie, a sama seria wciąż posiada wielu zwolenników ze względu na dramatyczne różnice w gustach. To, co dla jednego jest nudne i przesłodzone, u innej osoby wywoła sporo emocji. Lubisz romanse z sporą dawką dramatyzmu? Jeśli tak, to Sword Art Online jest idealne dla Ciebie!

Zachęcam do zapoznania się z novelką, która podobno prezentuje dużo lepszy poziom :)



Tytuł: Sword Art Online

Rok wydania: 2012

Liczba odcinków: 25

Gatunek: romans, przygodowe

Ocena: 5,5/10
Comments (4)

"Anna we krwi" - Kendare Blake
by Grafogirl in , ,


"Dusze umarłych, zamiast odejść w zaświaty, postanawiają czasem spłatać wszystkim psikusa i zostać wśród żywych. Czają się jako autostopowicze lub zjawy w opuszczonych domach, aby zaatakować i zabić biednych, niewinnych ludzi."

Jak je powstrzymać? Odpowiedź na to pytanie doskonale zna Tezeusz Cassio Lowood, główny bohater powieści Anna we krwi autorstwa Kendare Blake. Siedemnastoletni chłopak odziedziczył po ojcu dość osobliwy zawód, mianowicie zabijanie... duchów. Krąży po całym świecie ze swym specjalnym sztyletem – athame – i para się likwidowaniem zjaw z morderczymi skłonnościami. Pewnego dnia wraz z matką wędrują do miasta, gdzie od kilkudziesięciu lat grasuje niejaka Anna we Krwi, która bardzo skutecznie zabija ludzkie istoty. Cas początkowo nie spodziewa się niczego niezwykłego – ot, jakiejś zjawy, bohaterki miejscowych legend, o której, niestety, bardzo mało wiadomo. Z czasem okazuje się, że to duch wyjątkowy – taki, z którym jeszcze nigdy nie miał okazji walczyć.

Ciąg dalszy:


http://ksiazki.polter.pl/Anna-we-krwi-Kendare-Blake-c25097
Comments (6)

"8 dzień" - Paweł Śmieszek
by Grafogirl in , ,

Dwóch policjantów - Sean McCoy i jego partner, Pitt – obserwują budynek kościoła, w którym znajduje się biblioteka. Zostaje ona okradziona, a pomiędzy złodziejami a funkcjonariuszami rozgrywa się strzelanina, w wyniku której ginie Pitt. Sean, wyszedłszy z opresji nawet bez draśnięcia, czuje wyrzuty sumienia i dąży do rozwiązania sprawy śmierci swojego kolegi z pracy. W ten sposób dociera do antykwariatu, w którym pracuje Gilbert Hutchens.

Żołnierze armii amerykańskiej, przyjaciele Joe Finch oraz Patrick, wracają do rodzinnego miasteczka. Joe spotyka w nim Sylvię, koleżankę z dzieciństwa. Znajomość sprzed kilku lat odżywa, a między młodymi ludźmi zaczyna kiełkować miłość. Nie dane im jest jednak żyć długo i szczęśliwie.

Czy te z pozoru dwie różne historie są w jakiś sposób być powiązane? Na pierwszy rzut oka nie, przecież całkiem śmiało mogą tworzyć fundament pod dwie osobne książki. Paweł Śmieszek w swej debiutanckiej powieści 8 dzień zdecydował się jednak na połączenie dwóch opowieści, tworząc książkę skomplikowaną, chaotyczną i zdecydowanie za krótką.

Autor stara się połączyć losy Seana, Gilberta, Joe'go i Patrick' i stworzyć przy tym rozbudowaną fabułę oraz przekazuje czytelnikowi pewne spojrzenie na temat miejsca człowieka we wszechświecie. Buduje skomplikowaną sieć powiązań między bohaterami, tworzy kilka wymiarów, jednocześnie próbując skłonić czytelników do refleksji. Zastanawia się nad człowiekiem, nad rzeczywistością – sugeruje nawet, że rzeczywistość, w której żyjemy, jest tylko snem istoty wyższej.

Na pierwszy rzut oka wyłania się przed nami ciekawa, skomplikowana powieść. Większość pozytywnych emocji dusi w zarodku chaotyczność, szybki rozwój wydarzeń, czy też liczne zwroty akcji. Przykładowo, czytelnicy spokojnie czytają o losach Seana w Londynie, aby nagle przenieść się do Japonii sprzed kilku wieków. Bez żadnego ostrzeżenia, bez wyraźnego ciągu przyczynowo – skutkowego, taki zabieg wprowadza zamęt i dezorientację. Bohaterowie przyjmują różne wcielenia, przenoszą się do rozmaitych miejsc, epok, krain. Zanim czytelnik zdąży zastanowić się nad ostatnim zwrotem akcji czy też przeskokiem w czasie, już serwowany jest mu następny, i następny, i następny. Wszystko to doprowadza do zawrotu głowy. Czyta się jednak z nadzieją, że z tej plątaninie wątków wyłoni się zaskakujące, pouczające zakończenie lub chociażby jakikolwiek element, odpowiadający czytelnikom na mnożące się w ich głowie pytania dotyczące rozwoju akcji, czy też relacji między bohaterami. Niestety taki nie nadchodzi – powieść kończy się, a mętlik w głowie pozostaje bez odpowiedzi.

8 dzień to powieść chaotyczna, lecz z dużym potencjałem – gdyby autor dokładniej przemyślał fabułę oraz nie stosował tylu nagłych zwrotów akcji, powieść byłaby lekturą ciekawą, zaskakującą i zmuszającą do odrobiny zastanowienia. Obecnie trudno o jakiekolwiek refleksje, gdyż uwagę czytelników pochłaniają ciągłe próby nie pogubienia się w plątaninie wątków, bohaterów i zwrotach akcji. 


Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 2011
Liczba stron: 254
Ocena: 4,5/10
       Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej :)
Comments (2)

"Cinder" - Merissa Meyer
by Grafogirl in , ,

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, czym jest bajka o Kopciuszku. Piękna historia o nieszczęśliwej sierotce, która spotkała swojego księcia, budzi ciepłe uczucia i wspomnienia dzieciństwa u wielu ludzi. Co się stanie, jeśli cudowną opowieść o młodej dziewczynie ubierzemy w nowoczesną, wręcz post-apokaliptyczną szatę? Czy słodki czar pryśnie? Absolutnie nie, o czym świadczy debiutancka książka autorstwa Merissy Meyer, zatytułowana Cinder.

Rolę kopciuszka przyjmuje cyborg. Prosta, odtrącona przez społeczeństwo dziewczyna i jednocześnie utalentowany mechanik. Całe dnie spędza, siedząc w zatęchłej budce. Ubabrana smarem ciężko pracuje jako jedyne źródło utrzymania jej macochy i dwóch przybranych sióstr. Nie ma praw, a społeczeństwo nie akceptuje jej metalowych części, jakby proteza ręki bądź nogi, czy skomputeryzowany mózg czynił ją istotą gorszą, niewartą uwagi zwykłego człowieka.

Pewnego dnia jej miejsce pracy odwiedza książę. I to nie byle jaki! Przystojny, idol każdej nastolatki, następca tronu po umierającym cesarzu, książę Kai prosi ją o pomoc w naprawieniu androida, zawierającego ważne informacje państwowe. Tak rozpoczyna się znajomość cyborga o imieniu Cinder oraz młodego następcy tronu, która oczaruje nie jednego czytelnika, szczególnie płeć piękną. Wątek miłosny jest subtelnie wpleciony w opowieść o świecie, nad którym ciąży widmo zarazy i wojny międzyplanetarnej. Nawiązanie do bajki, do księcia, a nawet do słynnego balu silnie kontrastuje z katastroficzną sytuacją polityczną, co tworzy historię pełną jednocześnie nieprzesłodzonej miłości, jak i śmierci.

Bohaterowie mieszkają w Nowym Pekinie, kilkadziesiąt lat po wybuchu IV Wojny Światowej. Osadzone w post-apokaliptycznym świecie miasto jest zaludnione nie tylko przez ludzi, ale także przez różnego rodzaju roboty. Naukowcy posiedli zdolność budowania maszyn o interfejsach osobowości, które w mniejszym lub większym stopniu upodabniają zachowanie ich posiadaczy do ludzkiego. Zabawa w Boga nie ograniczyła się tylko do budowy inteligentnych maszyn. Ludzie zapragnęli ratować osoby, które uległy wypadkom, dodając im metalowe kończyny, protezy, a nawet sztuczny system nerwowy, tworząc cyborg. Wysoka technologia nie pozwala jednak na powstrzymanie epidemii zarazy, która dziesiątkuje ludność całej planety, także Nowego Pekinu. Mimo profilaktyki choroby nie udaje się powstrzymać. Ba! Na domiar złego całej planecie grozi atak ze strony okrutnej królowej Levany – władcy Luny.
 
Wszystkie liczące się na Ziemi osoby starają się z całych sił zapobiec konfliktowi z okrutną, silną  Levaną. Kai jako przyszły cesarz, a dzięki niemu też Cinder, znajdują się w centrum tego konfliktu. Autorka skupia się na wykreowaniu przekonujących, naturalnych postaci, dokładnie opisując uczucia młodego cesarza, czy też samotnej, odtrącnej przez społeczeństwo dziewczyny. Wielokrotnie uwypukla brak skrupułów Lewany, podkreśla siłę jej armii, czy też niezwykłą moc Lunarów – ludu zamieszkującego Lunę. Na podstawie tego stara się zbudować pełną napięcia i zwrotów akcji fabułę, jednak poczynania bohaterów są w dużej mierze przewidywalne. Wprawieni czytelnicy z łatwością odgadną finał historii zawartej w tym tomie.

Można by powiedzieć, że mało zaskakujący rozwój akcji przekreśla tę książkę w oczach czytelników. Całość jednak ratują bohaterowie. Jak już wspomniałam, autorka stara się wykreować przekonujące postaci. Są one także bardzo sympatyczne. Czytelnicy z zapałem kibicują inteligentnej, pracowitej Cinder, czy też z zapałem śledzą losy jej wesołej przyjaciółki i jednocześnie miłej siostry – Peony – dziewczynie, która jako jedna z nielicznych osób okazała jej życzliwość. Losy mieszkańców Nowego Pekinu wywołują wiele emocji, nawet jeśli są w pewnym stopniu przewidywalne, co znacznie ratuje poziom książki.

Opisy walki z epidemią, szybka akcja, czy też rozwój delikatnego, dobrze wyważonego wątku miłosnego wypełniły umysł autorki w takim stopniu, że zapomniała przekonująco wykreować świat. Jego historia, technologia, czy też funkcjonowanie zostały przedstawione bardzo oględnie. Kilka wzmianek o IV Wojnie Światowej, debata władców wszystkich państw na świecie, czy też obecność cyborgów oraz androidów to za mało, żeby Nowy Pekin był w oczach czytelników żywą metropolią.

Czytelnicy są w w stanie przewidzieć wydarzenia z pierwszego tomu, jednak historia Kia'a, Cinder oraz królowej Levany dopiero się zaczęła, a jej rozwój otacza mgiełka tajemnicy. Z niecierpliwością czekam na kolejne części, licząc na to, że będą bardziej zaskakujące niż Cinder, ale też pełne naturalnych bohaterów. Może kolejne tomy pozwolą na lepsze poznanie Nowego Pekinu i jego historii.


Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 360
Ocena: 7/10 
 
Książę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu  Nakanapie za co bardzo dziękuję :) 
 
Comments (9)

Spotkania z Maciejem Kaczmarskim i Krzysztofem Jagielskim
by Grafogirl in

Warszawska Firma Wydawnicza zaprasza na spotkania z Maciejem Kaczmarskim i Krzysztofem Jagielskim.

Spotkanie z Maciejem Kaczmarskim

Zapraszamy na spotkanie z Maciejem Kaczmarskim, autorem książki "Bóg w sprayu. Filozofia wg Philipa K. Dicka". Wstęp wolny
30.11.2012, g. 17.00, Empik, Galeria Kaskada, al. Niepodległości 36, Szczecin

„Bóg w sprayu” - takie hasło przyświecać będzie twórczemu spotkaniu w salonie Empik w Kaskadzie. Taki bowiem tytuł nosi książka autorstwa Macieja Kaczmarskiego – kulturoznawcy, dziennikarza muzycznego, publicysty portalu nowamuzyka.pl. Kaczmarski – promotor muzyki elektronicznej, kinoman, a przede wszystkim badacz prozy Philipa K. Dicka, tą pozycją wydawniczą próbuje zbliżyć się do odpowiedzi na następujące pytania: Co łączy Philipa K. Dicka, jednego z najwybitniejszych prozaików XX wieku, z filozofią, religią, gnostycyzmem? Jak wyglądałby świat, gdyby Państwa Osi wygrały wojnę? O czym śnią androidy? i wreszcie: Czy Bóg może przybrać formę aerozolu?

Spotkanie z Krzysztofem Jagielskim

Zapraszamy na spotkanie z Krzysztofem Jagielskim, autorem "Sagi Siedmiogrodzkiej".
29.12.2012, g. 16.30, Książnica Pomorska, Sala Stefana Flukowskiego, ul. Podgórna 15/16, Szczecin
Fragmenty powieści przeczyta Stanisław Heropolitański.
Wstęp wolny.

Od Autora:
Niewiele zapisów wydarzeń z okresu księstwa, a potem Królestwa Węgier jedenastego wieku się zachowało. Zacząłem zbierać materiały do mojej książki wtedy, kiedy nie było jeszcze personal computers, a pomysłodawca Wikipedii nie wpadł jeszcze na ten genialny koncept. Należało więc „pogrzebać” w księgach. O doskonałym dziele historyka węgierskiego György Györffy „Święty Stefan I Król Węgier” nie miałem pojęcia. A gdy na moim biurku już stał komputer, rozwijały się strony Wikipedii, a książkę autorstwa György Györffy przetłumaczono na język polski, okazało się, że niewiele poszerza to moją wiedzę o wydarzeniach i ludziach jedenastowiecznych Węgier. Co gorsza, wiele niejasności i sprzecznych opisów tamtych czasów zmuszało mnie jako autora do detektywistycznej pracy, by uporządkować logicznie moją autorską fantazję. Jeśli fantazja może być logiczna!
Historykom chciałbym wyjaśnić, że jest to powieść, a nie dzieło historyczne. Książka ta jest zapisem mojej wyobraźni. Zżyłem się z jej bohaterami, z którymi doprawdy ciężko mi się rozstać.

O Autorze:
Życiorys Krzysztofa Jagielskiego jest niezwykle bogaty. Autor przeżył II wojnę światową i Powstanie Warszawskie. Działacz "Solidarności", aresztowany przez Służbę Bezpieczeństwa. W 1983 roku wraz z żoną Węgierką i synami wyemigrował do Berlina Zachodniego. Autor książki o NSZZ "Solidarność" w Szczecinie, czytanej w Radiu Wolna Europa, oraz opowiadań zebranych w tomie "Karczma pod Krzywym Ryjem". Członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie.  


Książkę polecają:
wSzczecinie.pl
Fabryka Historii
Nieznana Historia
Comments (0)

"Zamek Roogna" - Piers Anthony
by Grafogirl in ,



"Xanth ze swoimi nietypowymi roślinami, na których rosną buty, bombami z czereśni, czy magicznymi talentami zaskakiwał i wciągał. Po dwóch książkach nie robi to już takiego wrażenia, więc autor zdecydował się przenieść czytelników do Xanth sprzed kilku wieków".

Zapraszam do przeczytania recenzji książki "Zamek Roogna" Piers'a Anthony'ego, którą można znaleźć pod tym linkiem:

http://ksiazki.polter.pl/Zamek-Roogna-Piers-Anthony-c25001

Książkę dostałam od wydawnictwa Nasza Księgarnia, za pośrednictwem portalu Poltergeist, za co bardzo dziękuję.
Comments (3)

Anime #3 - "Deadman Wonderland"
by Grafogirl in

Witamy w więzieniu Deadman Wonderland!


Po obejrzeniu Deadman Wonderland mam bardzo mieszane uczucia. Ostatnimi czasy trafiam głównie na anime pełne psychopatów i lejącej się strumieniami czerwonej posoki – niektóre produkcje zachowują sens i całkiem nieźle się je ogląda. Jednak w tym przypadku latające wszędzie krwiste pociski podziurawiły nie tylko logikę, ale i fabułę, marnując przy tym na prawdę dobry, oryginalny pomysł. A szkoda...

Ciach!*
Anime pełne krwi i szaleńców, na które mam okazję trafiać, często rozpoczynają się całkiem obiecująco, aby wraz z rozwojem akcji doprowadzić odbiorcę do rozpaczy. Deadman Wonderland jednak różni się pod tym względem – jego początek jest tak głupi, że doprowadzi zmysł logiki szanownych widzów do natychmiastowej śmierci w męczarniach.
Ganta Igarashi żyje spokojnie, nikomu nie wadzi. Przychodzi jak co dzień do szkoły, rozmawia ze znajomymi, a w tle słychać beztroski gwar głosów innych uczniów. Aż tu nagle... Za szybą pojawia się tajemnicza, odziana w czerwień postać. Ciach, kilka sekund później wszyscy oprócz naszego uroczego czternastolatka giną, a on sam budzi się w szpitalu. Nad jego łóżkiem pochylają się uśmiechnięci funkcjonariusze policji. Chcą pomóc biednemu dziecku, które przeżyło możliwie największy szok w życiu? A gdzie tam! Wsadzają go do więzienia.
Tak oto czternastoletni, mały, wątły chłopczyk zostaje oskarżony o wymordowanie wszystkich członków swej klasy i skazany na śmierć. Bez żadnego sensownego procesu zostaje wsadzony do prywatnego więzienia Deadman Wonderland, które charakteryzuje się tym, że mieszkają w nim wariaci na potęgę. Dyrektor to wariat, lekarze to wariaci, promotor to wariat i dobra połowa więźniów także. Od tej pory Ganta musi walczyć o przetrwanie w tym całym kotle pełnym krwi, krwi, krwi i chorób psychicznych,
Oskarżenie tak młodej istoty o tak brutalny czyn jest samo w sobie dziwne, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę stan zwłok i sposób, w jaki dokonano morderstwa. Na to można jeszcze w ostateczności przymknąć oko. To anime, zdarza się, może w tym chłopczyku jednak drzemie ukryty morderca. Wypadłoby jednak przekonać widzów. Trzeba przedstawić sensowne dowody i argumenty podczas procesu, a te nie pojawiają się aż do końca. Bach i już, Ganta w więzieniu. Trochę za szybko, a przez to nielogicznie.
Akcja już od samiusieńkiego początku rusza z kopyta i nie zwalnia aż do ostatnich odcinków, co przynajmniej gwarantuje odbiorcom sporą dawkę emocji (i krwi). Więźniowie tegoż miejsca walczą generalnie na każdym kroku. Mogłoby się wydawać, że w tym pędzie autorzy zgubili fabułę. Twórcy skaczą z kwiatka na kwiatek, poruszają kilka wątków, tworząc taką pajęczynę, że się w niej gubią. Wiele spraw milknie niespodziewanie, bo ich wyjaśnienie zajęłoby trochę czasu, a przecież trzeba utrzymać tempo rodem z wyścigu. Przez to nad anime panuje zupełny chaos. Ale walki są, krew się leje, oczy są wydłubywane, a flaki obryzgują ściany.
Dochodzimy teraz do pytania – czy wymienione przeze mnie cechy tejże produkcji koniecznie muszą być wadami? Zależy dla kogo. Jeśli ktoś lubi serie pełne krwi, flaków i bardzo barwnie przedstawionych, oryginalnych charakterów to proszę bardzo - Deadman Wonderland jest dla niego idealne. Pełne akcji, walk i emocji wciągnie od pierwszego odcinka, nie pozwalając się nudzić. Wszystko zależy od gustu.


Shiro chciałaby zjeść górę słodyczy!**
Jak już wspominałam, w więzieniu aż roi się od szaleńców płci i maści wszelakiej. Nasz Ganta pozostawia złudzenie normalności, ale też nie jest idealny. Cierpi na syndrom dobrego bohatera i ze względu na to, co przeżył, ma fioła na punkcie ratowania przyjaciół, co powinno się cenić. Mimo to nie jest odważny i najsilniejszy – wręcz przeciwnie. Czasem zdarza mu się zburzyć ścianę albo dwie, lecz generalnie cały czas płacze i nic mu się nie udaje. Z jednej strony można zaliczyć to do zalet – pozostał naturalny zamiast stać się idealnie silnym i cudnym, przykładnym bohaterem. Jednak ta jego chroniczna bezradność oraz rozklejanie się nad sobą po kilku odcinkach zaczynają być z lekka irytujące...
Jeden - tak właśnie wygląda pokaźna liczba postaci, które znamy dość dobrze i pozostają przy zdrowych zmysłach. Reszta niestety z różnorakich powodów zagubiła zdrowy rozsądek. Więźniowie, szczególni ci posiadający bardzo pomysłowe i oryginalne moce, zostali przedstawieni bardzo dokładnie, mając szereg okazji do zaprezentowania swych wariacji. Mamy tu sadystów, osoby o zaburzeniach osobowości, o masakrycznej przeszłości, zafascynowane śmiercią jako wybawieniem, a także takie, które chcą skutecznie karać innych za nie wykonywanie obowiązków. Pojawia się też problem zawyżonego ego, chęć mordu czy też zabawy w Boga – do wyboru, do koloru.
Mimo tego da się ich lubić. Chociażby Shiro – słodką, głupiutką, ale silną i oddaną przyjaciółkę, czy też okrutnego, ale całkiem sympatycznego mężczyznę o przezwisku Kruk. Oni, mimo tego, że specyficzni, wywołują sympatię odbiorców. Ciężko opisać lub jednoznacznie zakwalifikować ich charakter. Shiro ze swoim rozdwojeniem jaźni, Kruk z okrucieństwem, czy tajemniczy Przedrzeźniacz, zafascynowany kwiatami Koliber - wszyscy posiadają tak...szaloną osobowość, że trzeba ich po prostu zobaczyć.
Znów nasuwa się wniosek – wszystko zależy od gustu. Lubisz tego typu postacie? Świetnie! Siadaj przed komputerem, bierz popcorn/chipsy/frytki/cokolwiek i zaczynaj oglądać Deadman Wonderland.

Takie złe?
W tego typu produkcjach bywa, że forma przerasta treść, co świetnie sprawdza się w przypadku Deadman Wonderland. Kreska należy do specyficznych, dlatego trzeba się do niej przyzwyczaić. W ogólnym rozrachunku grafika jest przyjemna, kolory wyraziste, animacja płynna, więc pod tym względem ogląda się bardzo dobrze. Muzyka także stanowi plus tej produkcji – miła dla ucha, melodyjna, oddająca klimat anime – szczególnie opening i ending oraz śliczna piosenka o dzięciołku. Pewną wadę może stanowić tylko to, że ścieżka dźwiękowa sugeruje nam zachowanie Ganty. W niektórych momentach chłopak orientuje się, że ma dość pokaźną moc i wreszcie postanawia skutecznie ją użyć. Ilekroć do tego dochodzi, zawsze w tle gra ta sama melodia.
Po wielu walkach i litrach przelanej krwi dochodzimy do końca tegoż anime. Dwanaście mniej lub bardziej chaotycznych odcinków podsumowuje zakończenie, które także nie ma sensu, doprowadzając widzów do szewskiej pasji. Po prostu fabuła nagle się urywa i to w sposób sugerujący nadejście następnej serii. Czy taka nadejdzie? Czytałam na ten temat sprzeczne informacje. Jednakże należy pamiętać, że anime Deadman Wonderland powstało jako reklama mangi. Końcówka mówi nam więc - „chcesz więcej? Sięgnij po mangę!”. Jeśli ktoś się wciągnął, jak chociażby ja, można sięgnąć po mangę autorstwa Kazumy Kondu, w której akcja toczy się dalej i która rozjaśnia nieco czytelnikom w głowie. Przede wszystkim autorzy anime zgubili kilka ważnych postaci oraz poprzekręcali wątki, przez co seria nieco zubożała. Deadman Wonderland polecam fanom krwawych, pełnych akcji i dziur w fabule produkcji, które na pewno dostarczą dużo rozrywki, jeśli ktoś przymnie oko na pewnie wady.

*, ** - cytaty pochodzące z anime





Tytuł: Deadman Wonderland
Rok wydania: 2011
Liczba odcinków: 12
Gatunek: dramat, sciencie-fiction
Ocena: 5+/10
Comments (4)

"Lalki w ogniu. Opowieści z Indii" - Paulina Wilk
by Grafogirl in , ,

Indie. Jakie skojarzenia przywołuje dźwięk tego słowa? Religia o bogatej mitologii, wielobóstwo, egzotyczna architektura i zapierające dech w piersiach, ciekawe budowle, tańczący ludzie, gwarne targi. Wszytko kolorowe i tak...odległe, egzotyczne. Indie to dla wielu ludzi miejsce znane głównie ze zdjęć. Jednak ten świat pełen barw posiada także swą ciemną stronę. Obok kolorowych straganów leżą biedni, umierający w samotności ludzie. Wystawne, pełne magii śluby młodych hindusów są tak naprawdę pozbawione wszelkich uczuć. Koło pięknych bądź nowoczesnych budowli rozrastają się slumsy... Właśnie tę pełną smutku, biedy i nieszczęścia stronę Indii prezentuje w książce "Lalki w ogniu. Opowieści z Indii" dziennikarka Paulina Wilk.

Autorka opisuje życie mieszkańców od tej „drugiej” strony. Porusza przy tym wiele kwestii i wydawałoby się, że daje w miarę spójny obraz egzystencji Hindusów. Czytelnicy poznają niezwykle ważne momenty życia, takie jak ślub, przy okazji poznając nieszczęście młodych hindusów, szczególnie kobiet. Obok tak podniosłych wydarzeń, autorka opisuje tez czynności mniej prozaiczne, takie jak poranna toaleta, czy też zakupy na niezwykle głośnym targu. W sposób nader przekonujący przedstawia pełne smutku i zgryzoty życie młodych mężatek, nie uciekając także od napomknięcia o morderstwach. Przybliża żywot tragarzy, który tak różni się od naszych realiów. Obrazowo i dobitnie pisze o biedzie, która gości na każdej uliczce, w każdym zakamarku miasta i jak rozwija się w głodzie oraz samotności. Czytelnicy mogą także bliżej poznać religię hindusów, ich stosunek do niej oraz do astrologii. Dzięki takiej różnorodności oraz ogromu emocji, który emanuje z niemal każdej strony, powieść potrafi wciągnąć. Wstrząsa, długo zostając w pamięci.

Wszystko to opisane jest podniosłym, nieraz poetyckim językiem pełnym trafnych porównań czy barwnych metafor. Pełen patosu styl w zestawieniu z biedą i powszechnym smutkiem wypada dość specyficznie. Dodaje całości charakterystycznej atmosfery, przedstawiając życie Hindusów bardziej przekonująco. Pozwala tchnąć w tekst więcej emocji, jednocześnie nie męcząc czytelników. Mimo wszystko taki kontrast może zrazić niektórych odbiorców.

Czasem wydaje się, że pośród tego ogromu negatywnych emocji, bądź też podniosłych opisów brakuje iskierki szczęścia. W końcu Indie nie przez przypadek kojarzą się wielu ludziom z barwami, egzotycznymi zwyczajami oraz swego rodzaju magią. Rozumiem, że założeniem autorki było pokazanie tej ciemniejszej strony tego kraju, lecz nutka pozytywnych uczuć od czasu do czasu na pewno nie popsułaby efektu.

"Lalki w ogniu. Opowieści z Indii" to wstrząsająca, porządnie napisana książka, która w pełnych patosu słowach przedstawia drugą stronę Indii oraz życie Hindusów. Zapada w pamięć, składnia do refleksji oraz współczucia w stosunku do drugiego człowieka, otwiera oczy na los mieszkańców obcych kultur.

Wydawnictwo Carta Blanca
Data wydania: październik 2011
Liczba stron: 259
Ocena: 7/10
Comments (6)