hover animation preload
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Jaguar. Pokaż wszystkie posty

"Wyrzutki. Drużyna" - John Flanagan
by Grafogirl in , ,

Skandynawia. Nie da się ukryć, że drzewa nie uginają się tu pod soczystymi owocami, słońce nie tańczy po złotych kłosach obficie rosnących zbóż, a zwierzęta nie skubią wysokiej, zielonej trawy, bo warunki klimatyczne temu zapobiegają. Ale trzeba sobie jakoś radzić, prawda? Można wykorzystać morze – nie tylko pod względem połowu ryb. Przecież to świetna droga komunikacyjna. Nic, tylko wsiadać na statek, łapać za topór i płynąć ku pełnym bogactw krainom!

Niezbyt przyjazna kraina zrobiła z mieszkańców Skandynawii wspaniałych żeglarzy i nieustraszonych wojowników. W świecie stworzonym przez Johna Flanagana każdy chłopak, który osiągał odpowiedni wiek, był odrywany od rodziny. Przydzielano go do odpowiedniej grupy, wręczano mu źle wyważony topór, rzadziej miecz, wciskano kiepską tarczę i przy akompaniamencie wrzasków uczono walki. Codziennie ganiano po świeżym powietrzu, kazano wykonywać przeróżne akrobacje od skłonów do tarzania się po ziemi, siłować, ścigać, rywalizować z innymi – wszystko po to, by przeciwnik w przyszłości uciekał na sam jego widok, nie mówiąc już o walce.

Przed rozpoczęciem treningów chłopcy są dzieleni na grupy, które potem mają ze sobą rywalizować o zwycięstwo. Hal trafił oczywiście do drużyny złożonej z największych nieudaczników: złodziejaszka Jaspera, dwóch wiecznie kłócących się bliźniaków, wybuchowego przyjaciela i paru innych, mniej wyrazistych postaci. Drużyna Czapli, bo takie wybrała sobie imię, walczy z dwoma innymi grupami – liczniejszymi, bardziej szanowanymi i wydawałoby się lepszymi pod względem fizycznym. Stawka jest wysoka – zwycięscy zyskują sławę, a także szacunek. Czy to nie wielka nagroda dla grupy wyrzutków?

Na tym właśnie opiera się fabuła Drużyny - najnowszej powieści Johna Flanagana, znanego przede wszystkim z serii Zwiadowcy. Perspektywa czytania o ćwiczeniach młodych chłopców budzi skrajne uczucia – od zainteresowania do znużenia. Wszystko zależy od tego, jak autor ujął wybrany przez siebie temat. Na początku zawsze tli się iskierka nadziei, że coś z tego będzie. Przecież opisy treningów nie muszą być takie złe – może nawet podczas nich wydarzy się coś ciekawego? Może główny bohater wcale nie będzie tak schematyczny, na jakiego się zapowiada? Może autor nie będzie próbował olśnić czytelnika jego szlachetnością i wspaniałością?

Główny bohater to Hal Mikkelson – mało popularny, samotny chłopak, który większość swego krótkiego życia spędził w cieniu. Nie jest nawet w pełni Skandianinem. Co z tego, że całe życie wychowuje się w tej krainie? Co z tego, że jego ojciec to poległy w bitwie, potężny wojownik, pełnokrwisty mieszkaniec Skandii? Trzeba mu to pochodzenie wypominać generalnie na każdym kroku, budząc w biednym chłopaku ogromną chęć zaimponowania całemu światu. Hal żyje sobie spokojnie, mając za przyjaciela wybuchowego, acz poczciwego Stiga oraz dawnego towarzysza broni jego ojca – Thorna. Schodzi z drogi zadziornym chłopcom, rozwija swe wybitnie zdolności w dziedzinie techniki i załamuje czytelników.

Dokładnie tego się obawiałam – zrobienia z Hala idealnego, rozważnego, acz pokrzywdzonego chłopaka, co sprawi, że stanie się on skrajnie nienaturalny. Co z niego wyszło? Doskonały przywódca i geniusz, który na każdym kroku pokazuje, jakiż to jest sprytny oraz inteligentny. Niezależnie od tego, jakie zadania wymyśli autor, czytelnik może z łatwością przewidzieć rozwój wydarzeń, włączając w to końcówkę, która i tak wywołuje chodź szczątkowe zdziwienie. Treningi same w sobie nie są ciekawe, a jeśli dochodzi do tego duża przewidywalność oraz szablonowi bohaterowie, to całość nie potrafi wciągnąć, a czasem wręcz nuży.

Oprócz szanownego Hala, istotnymi, znacznie lepiej wypadającymi postaciami są jego przyjaciele. Stig, jak już wspominałam, jest typem, który najpierw denerwuje się, potem popełnia głupstwo, a na koniec myśli. Mimo to Stig wzbudza wielką sympatię – mimo swych wad to poczciwy, lojalny oraz bardzo oddany przyjaciel. Thorn stanowi za to przykład człowieka, który mimo upadku na samo dno oraz wielkiej tragedii, jaka go spotkała, nie poddał się i stanowi wielkie wsparcie dla młodego Hala. Mimo że ma swoje wady, to postać godna nie tyle sympatii, co podziwu.

Istnieje jednak cień szansy dla tej powieści. Jaki? Młodzi czytelnicy. Mam tu na myśli czytelników we wczesnym wieku nastoletnim, którzy docenią nie tylko postacie oraz ich charaktery, ale także zmagania, które mogą być dla nich bardzo emocjonujące i będą skłonni z zapałem kibicować swojej ukochanej drużynie. Bądź co bądź, ale Drużyna to właśnie książka dla młodych odbiorców, którzy zanurzą się w historii pełnej przyjaźni, wzajemnej pomocy, oddania, a także walki o spełnienie marzeń oraz o szacunek i akceptację społeczeństwa. Przystępny styl pisania, a także sympatyczni bohaterowie pobiją serca chłopców. Starsi czytelnicy powinni za to traktować Drużynę jako lekką, przyjemną lekturę na nudy wieczór. Drużyna to dopiero wstęp do trylogii, a jej końcówka pozwala domniemywać, że fabuła następnych części będzie znacznie ciekawsza. Myślę, że warto sięgnąć po kolejny tom – Najeźdźcy

Wydawnictwo Jaguar
Data wydania: maj 2012
Liczba stron: 438
Ocena: 5,5/10
Comments (11)

"Życie, które znaliśmy" - Susan Beth Pfeffer
by Grafogirl in , ,


"Wystarczyło kilka chwil, by świat szesnastoletniej Mirandy z Pensylwanii wywrócił się do góry nogami. Prowadziła spokojne, zwyczajne życie wraz z dwoma braćmi – starszym od niej Mattem i młodszym Jonnym – oraz matką. Wszystko jednak zmieniło się, gdy w Księżyc uderzyła asteroida. Od tego czasu klimat oraz geosfera Ziemi zwariowały. Nastała era potężnych trzęsień ziemi, gigantycznych fal tsunami i wybuchów wulkanów, co doprowadziło do bardzo poważnych zmian klimatycznych. Miranda oraz jej rodzina muszą każdego dnia walczyć o przetrwanie, mimo ciągłego głodu i braku perspektyw na poprawę sytuacji."

Zapraszam do lektury mojej recenzji, która znajduje się pod tym linkiem:
http://ksiazki.polter.pl/Zycie-ktore-znalismy-Susan-Beth-Pfeffer-c24367


 Książkę dostałam od wydawnictwa Jaguar, za pośrednictwem portalu Poltergeist, za co bardzo dziękuję.
Comments (8)

"Śmierć w pigułce" - Kenneth B. Andersen
by Grafogirl in , ,



Zapraszam wszystkich do lektury mojej recenzji "Śmierci w pigułce", którą można znaleźć pod tym linkiem:

http://ksiazki.polter.pl/Smierc-w-pigulce-Kenneth-B-Andersen-c24115
Comments (8)

"Gone. Faza pierwsza. Niepokój" - Michael Grant
by Grafogirl in , ,

 Zapewne wiele nastolatków w chwilach złości marzy o świecie bez dorosłych. Takim, gdzie młodzież może robić co chce i kiedy ma na to ochotę, nie musząc podporządkowywać się starszym i mądrzejszym. Co się jednak dzieje, gdy młodzieńcze, szalone marzenia się spełniają?
Aby odnaleźć odpowiedź na to pytanie, można sięgnąć po książkę "Gone. Faza pierwsza. Niepokój" Michael'a Grant'a, będącą pierwszym tomem serii. Na ten moment w Polsce zostały wydane cztery z sześciu książek.

Sam Temple oraz jego przyjaciel – Quinn siedzieli spokojnie w sali lekcyjnej, gdy nagle zniknął ich historyk. Szybko okazało się, że niespodziewane rozpływanie się w powietrzu nie dotyczy tylko nauczycieli, ale wszystkich osób powyżej piętnastego roku życia. W miasteczku zostały niemowlaki, noworodki oraz cała zgraja przestraszonych, tęskniących za rodzicami dzieciaków. Nie ma lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, strażaków. Pomoc nie przychodzi, a bohaterowie zostają otoczeni tajemniczą barierą, uniemożliwiającą kontakt ze światem. Mali mieszkańcy muszą poradzić sobie z narastającym chaosem, niebezpieczeństwami i piętrzącymi się problemami.

Oryginalny pomysł to jeden z największych plusów tej powieści. Świat bez dorosłych jest wizją nierealną, zupełnie nieprawdopodobną i równocześnie atrakcyjną szczególnie dla młodych ludzi. Jeśli dołożymy do tego przeźroczystą, oddzielającą bohaterów od reszty ludzi barierę oraz odrobinę magii otrzymamy podstawę zawiłej, ciekawej fabuły.

Akcja najpierw rozwija się powoli, ale stopniowo przyśpiesza. Początek może chwilami się dłużyć, lecz po kilkudziesięciu stronach rozwój wydarzeń nabiera tempa. Zmagania bohaterów ze sobą oraz zewnętrznym, tajemniczym niebezpieczeństwem potrafią wciągnąć aż do dynamicznej, efektownej końcówki. Książa dostarcza wielu emocji. Ukazuje okrucieństwo, szaleństwo, nienawiść, strach, a także bezwarunkowe poświęcenie drugiemu człowiekowi. Zwroty akcji, a także liczne zagadki, z którymi zmagają się postacie, czynią lekturę jeszcze bardziej interesującą. Nie brak tu także delikatnych wątków miłosnych, które są istotne, ale jednocześnie nie przysłaniają akcji.
Autor bardzo dobrze wykreował bohaterów. Ich charaktery oraz wygląd zostały dokładnie przedstawione i uwidaczniają się w zachowaniu oraz opisach. Każdy z nich posiada osobliwe cechy, dzięki czemu są oni bardzo naturalni i łatwo ich odróżnić. Na uwagę zasługują szczególnie negatywne osoby, tak jak Caine, Diana, a także zupełnie szalony Drake. Złe cechy, pomysłowość oraz umiejętności powodują, że potrafią oni wzbudzić zainteresowanie. Inne osoby, takie jak Sam czy  dziewczyna zwana „Genialną Astrid” nie wywołują już tylu emocji, bo posiadają cechy typowych pozytywnych postaci – odważni, rozważni, odpowiedzialni.

Pan M. Grant w sugestywny sposób przedstawia wymyślone przez siebie postacie oraz wykreowany świat. Nie stroni od opisów, które w jego wykonaniu są szczegółowe, nienużące, ale też niezachwycające. Jako że bohaterami powieści są osoby młode, w „Gone” bywa widoczny młodzieżowy język, czego jednak nie można zaliczyć do minusów. Książkę czyta się szybko i bardzo przyjemnie.

Nie przepadam za antyutopiami, ale od niedawna zaczęłam je czytać. Po bardzo pozytywnym wrażeniu jakie wywarły na mnie „Igrzyska śmierci”, postanowiłam poszukać innych powieści z tego gatunku i natrafiłam na „Gone”. Okazało się, że wszystkie zachwalające, nie raz bardzo entuzjastyczne opinie czytelników, z którymi się spotkałam, są jak najbardziej słuszne. Powieść wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i z pewnością sięgnę po następne części.

„Gone. Faza pierwsza. Niepokój” polecam wszystkim osobom, które szukają dobrej, pełnej emocji lektury na nudny wieczór lub długą podróż. Świetny, oryginalny pomysł, dobre wykonanie oraz naturalni, poprawnie wykreowani bohaterowie sprawiają, że powieść wciąga aż do ostatnich stron. Zainteresowanych zachęcam również do sięgnięcia po następny tom tej serii - „Gone. Faza druga. Głód”.

Wydawnictwo Jaguar

Data wydania wrzesień 2009

Liczba stron: 528
Ocena: 8/10
Comments (9)

"Porta Coeli. Czarne żniwa" Susana Vallejo
by Grafogirl in , ,

Czy targa Wami od czasu do czasu bardzo dziwne przeczucie? Potraficie bawić się pyłkami kurzu, kierując nimi za pomocą silnej woli? Czy może widzicie tajemnicze cienie i kształty w ciemnościach? Jeśli tak, to posiadacie wyjątkową moc, właściwą dla niektórych mieszkańców Świata – magicznego miejsca, pełnego wyjątkowych stworzeń, widocznych tylko dla niektórych.
Takie umiejętności posiada jedna z głównych postaci "Porta Coeli. Czarne żniwa" autorstwa Susane Vallejo. Veridiana - kobieta o arystokratycznym pochodzeniu, musiała uciekać z Francji, z rozległych posiadłości jej męża przed jego rodziną, żądną majątku. Zamieszkała w Toledo wraz ze swoim bratem, który wykpił swoje pochodzenie i został kupcem. Żyje spokojnie wśród rodziny, lecz pewnego dnia jej przeszłość daje o sobie znać. Z tego powodu trafia do niezwykłego miejsca, a na jaw wychodzą jej wyjątkowe umiejętności.
Ważnym bohaterem jest także Enrique – młody syn hrabiego Rascony Carnejo. Urodził się jako drugi, więc majątek i tytuł zgarnął jego brat, a on musiał zdobywać pozycję, służąc Arcybiskupowi. Wyrusza do Toledo, aby rozwikłać zagadkę tajemniczych zaginięć dzieci, jakoby porywanych przez Żydów. Jego losy krzyżują się z piękną Veridianą, przez to odrywa wie.e tajemnic, swoje przeznaczenie oraz umiejętności.
Opis książki bardzo mnie zainteresował, szczególnie wzmianka o Inkwizycji. Lubię powieści z nią związane, więc bardzo się ucieszyłam, dowiedziawszy się o wygranej. Poza tym kusił mnie także pomysł na drugi tom oraz jego poziom, bo pierwszy – Brama światów – prezentował się dość dobrze, lecz nie rewelacyjnie. Niestety Inkwizycja w "Czarnych żniwach" pojawia się tylko czasami, stanowi tło. Wszystkich jej zwolenników ostrzegam, że nie ma co u szukać, bo autorka kładzie nacisk na magiczną krainę
Fabuła jest bardzo prosta i nad wyraz przewidywalna. Każdy czytelnik powieści fantastycznych z łatwością odgadnie przebieg wydarzeń, nie wysilając się przy tym. Powieść nie posiada żadnych większych zwrotów akcji, a końcówka, mimo że dobra, też nie stanowi dużego zaskoczenia. Poza tym łudząco przypomina pierwszą część, szczególnie motyw z odkrywaniem nowych mocy oraz zakazaną miłością.
Akcja mknie w dość w szybkim tempie. Wiele wątków mogłoby być o niebo lepszych, gdyby wprowadzić nieznaczny element zaskoczenia lub trochę bardziej się rozpisać. Śmierć, rozpacz czy tęsknota są opisane przeciętnie, nie wywołują żadnych uczuć, przez co książka nie wciąga tak bardzo. Nie nudzi, ale też nie pochłania bez reszty.
Wydaje mi się, że bardziej widoczny jest wątek miłosny – oczywiście nieszczęśliwy. Miejscami dobry, miejscami naciągany, ogólnie dobry, mówiąc w skrócie. Miłość mnicha i kobiety jest oklepana, trzeci, zazdrosny mężczyzna także nie dodaje całości oryginalności. Cieszyłam się tylko, że opisy uczuć nie należą do zbyt cukierkowych czy nużących, a całość kończy się po mojej myśli, co sobie cenię.
Styl Susany Vallejo zupełnie nie przypadł mi do gustu. Jest prosty, bezbarwny. Wielokrotnie przeszkadzał mi współczesny język – odbierał całości smaku. Poza tym opisy magicznej krainy są przeciętne, zupełnie niemagiczne. Tak naprawdę osobliwy świat wydaje się całkiem przeciętny.
Tym razem bohaterowie pozbyli się swojej dziecinności, lecz wciąż nie należą do najlepszych. Enrique oraz Veridianę oczywiście znamy najlepiej i w miarę dokładnie. Reszta jest zarysowana delikatnie, niewyraźnie. Występują dwie główne postacie, więc książka zawiera dwa punkty widzenia, pisane narracją trzecioosobową, co bardzo mi się podoba. Dzięki temu poznajemy zarówno uczucia czy myśli Veridniany, jak i młodego Enrique.
Najbardziej do gustu przypadł mi Victor, który jako jedyny nie był targany dumą czy wygórowanymi ambicjami, z łatwością przebaczał, był wierny, honorowy i mądry.
Często słyszę, że drugie części są zazwyczaj gorsze. W tym przypadku się to nie sprawdza, bo "Czarne żniwa" mimo wad są powieścią przystępną, można nawet rzec, że dobrą, ale bez żadnych rewelacji. Przede wszystkim prezentują znacznie lepszy poziom niż część pierwsza, strasząca wybitnie prostą fabułą, nudnym wątkiem miłosnym i dziecinnymi bohaterami.
Jeśli ktoś nie miał jeszcze przyjemności czytać "Bramy światów", to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją ominąć i od razu zabrać się za  drugą część. Akcja rozpoczyna się kilka lat po przygodzie Yebry i Bernarda, a w powieści pojawia się większość nowych postaci, więc czytelnik nie będzie miał problemów ze zrozumieniem.
Dużym plusem jest to, że czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie. To lektura niezobowiązująca, lekka, idealna na podroż czy do umilenia czasu wieczorem, po pracy. Mimo minusów spędziłam z nią kilka przyjemnych godzin, nie wciągnęłam się, ale bawiłam się dobrze. Cieszę się, że druga część jest lepsza. Jeśli wzrost poziomu się zachowa, dwie następne powieści będą bardzo ciekawe. Pozostaje mi tylko cierpliwie czekać, aż się ukażą.
"Porta Coeli. Czarne żniwa" to książka dobra, lecz nie zachwycająca. Nie można od niej oczekiwać nic ambitnego, lecz świetnie nadaje się do odpoczynku. Myślę, że spodoba się głównie młodszym fanom fantastyki, którzy nie oczekują wspaniałych opisów, ciągłych zwrotów akcji i zaskakującego zakończenia. 


Zapraszam także do lektury recenzji pierwszej części - "Porta Coeli. Czarne żniwa".
Książkę wygrałam w konkursie na portalu nakanapie.pl, za co bardzo dziękuję.

Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2011
Liczba stron: 360
Ocena: 4-/5

Comments (5)

"Szkoła bardów" Nancy Farmer
by Grafogirl in , ,


Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda podwodne królestwo? Jak żyją jego mieszkańcy? Do czego może doprowadzić złość i żal draugra oraz ludzkie okrucieństwo?
Aby uzyskać ciekawe odpowiedzi na te pytania, należy ich szukać w ostatniej już części przygód Jacka – "Szkole Bardów" autorstwa Nancy Farmer – amerykańskiej pisarki książek fantasy, laureatki nagrody Newbery, w Polsce niestety nie cieszącej się sławą. To już moje trzecie spotkanie z jej książkami. "Morze Trolli" oraz "Dziki ogień" wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Otrzymałam od nich pełno emocji, wartką akcję, barwne opisy i wspaniałych bohaterów, więc z dużym entuzjazmem zabrałam się za trzecią część. 
Wioskę Jacka, ucznia barda, nawiedza okropny draugr, atakujący niewinne stworzenia, aby pomścić dawną krzywdę. Potwór stanowi śmiertelne zagrożenie dla mieszkańców, także dla rodziny bohatera. Z tego powodu Jack oraz Thorgill wyruszają na kolejną wyprawę. Tym razem będzie towarzyszył im także bard. Ich misją jest ocalenie wioski przed gniewną poczwarą oraz ukojenie jej cierpienia.
Podobnie jak w poprzednich częściach, w tej także ożywają stare mity i legendy. Po spotkaniu z pysznymi, bezdusznymi elfami, trollami, smokami i olbrzymami, a czytelnik wkracza w malowniczy, nad wyraz ciekawy świat morskich stworzeń – syren, wiedźm, mężów – a także spotyka niespokojne dusze zmarłych. Magiczne stworzenia oraz wyjątkowe krainy całkowicie pochłaniają, a wspaniały styl autorki nie nuży, lecz potęguje tylko zachwyt nad opisywanymi światami. Podwodne królestwo prezentuje się sympatycznie i jednocześnie przerażająco.
Akcja nie rozwija się ani za szybko, ani za wolno i obfituje w niespodziewane zwroty, które tylko zwiększają emocje, towarzyszące czytającemu. Przygody Jacka pochłaniają już od pierwszej strony, aż do wspaniałej końcówki, która wieńczy wszystkie trzy części. Pomysł na powieść nie jest trudny, łatwo można go zrozumieć, więc "Szkoła bardów" idealnie nadaje się na deszczowe wieczory czy podróż. Zapewnia kilka godzin wspaniałej zabawy, nie męcząc.
Na pochwałę zasługuje także to, jak autorka zgrabnie przekazuje nam wiedzę. Wplata ją pomiędzy akcję w taki sposób, że czytelnik przyswaja ją niczego nie świadomy. Opowieść przybliża nieco wierzenia Ludzi Północy, które należą do bardzo ciekawych, lecz mało znanych. Na końcu książki można znaleźć też wyjaśnienia oraz kilka ciekawostek. Radziłabym jednak zapoznać się z nimi dopiero po przeczytaniu powieści, a na prawdę mogą zadziwić i rozszerzyć wiedzę.
Bohaterowie to jeden z dużych plusów nie tylko "Szkoły bardów", ale całej trylogii. Pozytywne postacie są wyjątkowo sympatyczne, nie da się ich nie lubić. Ich losy bardzo przejmują czytelnika. Są wyraźnie podzieleni na złych i dobrych, ale zdarzają się także postacie rozdarte pomiędzy dwoma stronami. Tylko w "Morzu Trolli" różnica między dobrem a złem mocno się zaciera, a postaci nie da się jednoznacznie sklasyfikować. W dalszych częściach coś takiego nie występuje.
W "Szkole bardów" poznajemy nowych bohaterów, ale wciąż towarzyszą nam stare, dobrze znane postacie, takie jak Jack, bard, Torgill, ojciec Severus. Wiele z nich przechodzi gruntowną przemianę. Podczas czytania tych trzech części obserwujemy szczególną przemianę Jacka i Thorgill. Pod wpływem wielu wyjątkowych przygód, których może pozazdrościć najwybitniejszy wojownik czy podróżnik, chłopak zamienia się w doświadczonego ucznia, a Thorgill w wojowniczą, acz bardziej przyjazną, sympatyczną dziewczynę. Zmiany te zachodzą stopniowo, ale są bardzo wyraźne.
W tej części po raz drugi stykamy się z Ludźmi Północy, których nie da się nie lubić. Mimo świadomości, że są to okrutnicy, nie da się nie lubić tej wesołej gromadki. Źli, ale odważni i honorowi. Byłam bardzo ucieszona ich obecnością.
Po raz trzeci byłam oczarowana stylem pisania Nancy Farmer, który szczególnie przypadł mi do gustu. Wspaniałe, ciekawe opisy, zabawne dialogi, świetnie wykreowani bohaterowie sprawiają, że wszystkie części przygód Jacka są wspaniałe. Czyta się szybko i przyjemnie, a język jest prosty, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
"Morze Trolli', "Dziki ogień" oraz "Szkoła bardów" bardzo mi się podobały. Pośród nich najgorsza jest druga, jednak wciąż zachowuje bardzo dobry poziom. Pierwsza i druga są równie świetne. Każda z powieści charakteryzuje się barwnymi opisami, wspaniałymi krainami, sympatycznymi bohaterami i dobrymi pomysłami. Są to wspaniałe powieści fantasy o przyjaźni, poświęceniu, okrucieństwie oraz miłości. Łączą w sobie moc wierzeń, baśni, legend, faktów oraz magię przyrody. Idealnie nadają się dla dzieci i młodzieży, ale myślę, że można je także polecić starszym czytelnikom. Myślę, że "Szkoła bardów" oraz jego poprzednie części zasługują na szczególną uwagę.
Na pewno przeczytam także inną książkę tej autorki, niezwiązaną z tą trylogią – "Dom skorpiona". Zapowiada się lektura innego gatunku, więc jestem jej bardzo ciekawa. 

Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2010
Liczba stron: 520
Ocena: 5/5

Zapraszam także do lektury recenzji "Morza Trolli" i "Dzikiego Ognia".
Recenzja została także opublikowała na portalu lubimyczytać.pl

Comments (9)

"Dziki ogień" - Nancy Farmer
by Grafogirl in , ,


"Dziki ogień" to już moje drugie spotkanie z twórczością amerykańskiej pisarki – Nancy Farmer. Wcześniej miałam okazję czytać "Morze Troili" i byłam oczarowana magią, wartką akcją i barwnymi opisami. Dlatego też udałam się do biblioteki, żeby wypożyczyć drugą część przygód Jacka.

Tym razem autorka zabiera nas do Krainy Elfów. Siostra Jacka, siedmioletnia Lucy ma odegrać ważną rolę podczas ceremonii Dzikiego Ognia, na którą nie można wnosić żadnych metalowych przedmiotów, ponieważ przyciągają śmierć. Jednak ojciec ulega jękom córki, a uparta i rozpieszczona dziewczyna zabiera ze sobą metalowy naszyjnik, co okazuje się być fatalne w skutkach. Po tym wydarzeniu mieszkańców wioski dopadła zaraza, która opanowała ich serca, budząc gniew, złość i doprowadzając do kłótni.

Wszystko obraca się wokół Lucy, której charakter jeszcze bardziej się pogarsza. Jej rodzina rusza szukać pomocy u mnichów. Jednak po przybyciu na miejsce sytuacja wymyka się spod kontroli, a Jack sprowadza trzęsienie ziemi. To niefortunne, ale nad wyraz groźne zdarzenie sprawia, że chłopak musi wyruszyć na kolejną wyprawę, aby ponownie ratować bliskich.

W "Dzikim Ogniu" bohaterowie udają się do Krainy Elfów, która niestety czasami mnie nudziła. Została przedstawiona bardzo dokładnie i malowniczo, a wyobrażenie elfów odbiegało nieco od utartego schematu, lecz pobyt w niej czasem się dłużył. Zdecydowanie lepiej odebrałam lodowe olbrzymy i trolle niż popularne, piękne elfy.

Akcja mknie w umiarkowanym tempie, a autorka serwuje czytelnikowi wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji, co powoduje, że czyta się przyjemnie. Czasem natrafiałam na nudne momenty, ale mnie to nie odstraszało. Książkę charakteryzują szczególnie ciekawy i szybki jest początek, nieco spokojniejszy, acz ciekawy środek i bardzo dobra, lekko zaskakująca końcówka.

Bohaterowie żyją w czasach, kiedy pogańskie wierzenia powoli ustępują chrześcijaństwu, ale niektóre obrzędy wciąż są jeszcze praktykowane. Ludzie, którzy wierzyli w chrześcijańskiego Boga, wieszali na drzwiach ostrokrzewu, by odstraszyć niechciane, magiczne istoty – tak "w razie co", bo "nie zaszkodzi". W tym tomie różnica między religiami i poglądami została wyraźnie podkreślona przez obecność mnichów – przedstawicieli nowych wierzeń oraz barda, oddającemu cześć sile życiowej.

Rzadko spotykam się z literaturą na podstawie wierzeń Ludów Północy, więc do każdej pozycji podchodzę z dużym entuzjazmem. Obecność Wikingów oraz ich religii dodaje zawsze trochę magii, wymyślne stworzenia, wspaniałe krainy, ciekawe osoby oraz charakterystyczną dla łupieżczego ludu brutalność, honor i okrucieństwo. Tym razem jednak autorka zrezygnowała z przedstawiania tych postaci, a jedynym bohaterem, wywodzącym się z tego ludu, była Thorgil. W "Dzikim Ogniu" rolę okrutników przejęli mnisi oraz król. Nie umniejszyło to wartości książki, lecz tęskno mi było do wesołej, acz niebezpiecznej gromadki.

Oprócz wojowniczki w tym tomie ponownie czytamy także o Jacku, Smoczym Języku czy Gilesie Kuternodze. Oprócz tego poznajemy także wiele innych, bardzo ciekawych bohaterów. Za ich pomocą autorka próbowała przekazać nam, że nie powinniśmy oceniać człowieka po wyglądzie. Stwory paskudne i odrażające odznaczały się wspaniałymi duszami i serdecznością, a istoty piękne nie miały dusz i uczuć. Dobrym tego przykładem są brzydkie, lecz wspaniałe z charakteru homogobliny oraz kochana, pracowita dziewczyna o imieniu Pega, która niestety nie grzeszy urodą.

Po raz kolejny zachwycałam się wspaniałym stylem Nancy Farmer. Jej opisy są piękne, żywe oraz, przede wszystkim, w miarę ciekawe. Mimo dużej grubości książkę czyta się szybko i przyjemnie, całkowicie oddając się magicznym krainom.

Na pochwałę zasługuje okładka, która jest o wiele ciekawsza od oprawy graficznej pierwszej części. Może nie zachwyca, ale prezentuje się przyzwoicie. Zieleń lasu oraz czerwone litery przyciągają wzrok, a czytelnik nie otrzymuje kilku opinii, lecz dość rozległy, ciekawy opis.

Uważam, że "Dziki ogień" to książka gorsza od pierwszej części, "Morza Troili", lecz wciąż pozostaje wspaniałą powieścią przygodową idealną dla młodzieży. Młody czytelnik znajdzie tu wartką akcję, piękne opisy i lekki język. Zdecydowanie polecam! 


Zapraszam także do przeczytania recenzji pierwszej części przygód Jacka - "Morza Trolli".

Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2008
Liczba stron: 456
Ocena:  5-/5 

Recenzja została także opublikowana na portalu nakanapie.pl
Comments (15)

"Morze Trolli" Nancy Farmer
by Grafogirl in , ,

Morze Trolli to debiutancka powieść Nancy Farmer – znanej amerykańskiej autorki książek fantasy i laureatki wielu nagród. Była szeroko oceniana i pozytywnie komentowana zarówno przez czytelników i jak krytyków.

Pozycja ta trafiła do moich rąk przypadkowo – leżała sobie na półce w bibliotece, a ja, zaciekawiona okładką, postanowiłam ją wziąć. Ostatnio interesują mnie opowieści fantasy, więc uznałam, że to może być dobry wybór.

Główny bohater to Jack – chłopak pochodzący z chłopskiej rodziny. Żyje sobie spokojnie, na co dzień pomagając ojcu i cierpliwe znosząc komentarze na temat jego domniemanej głupoty, niezdarności i lenistwa. Wydaje się, że nic ciekawego się nie wydarzy, a chłopak spędzi życie, opiekując się gospodarstwem, jednak los się do niego uśmiecha. Stary bard przekonuje jego ojca, Gilasa Kuternogę, i wybiera Jacka na swojego ucznia. Wkrótce okazuje się, że wiosce grozi niebezpieczeństwo. Jack oraz jego pięcioletnia siostra – Lucy wpadają w kłopoty, zostają porwani przez bezwzględnych berserkerów i od tej pory bohater przeżywa wiele przygód, odwiedza wspaniałe krainy, walczy z potworami, a także obcuje z magią.

W Morzu Trolli chrześcijaństwo istnieje obok pogańskich wierzeń, które niestety powoli zaczynają ustępować i zanikać. Powieść ta opiera się głównie na mitologi Ludów Północy. Autorka sprawnie wykorzystuje rozmaite legendy, kreując wyjątkowo barwny świat. Czytelnik może poznać zimny, okrutny i bardzo niebezpieczny dom lodowych olbrzymów – Jotunhein, Królową Gór, a także inne stwory z mitologi, między innymi smoki i trolle. Dzięki temu książka zachwyca barwnymi opisami oraz bogactwem rozmaitych stworzeń, a zmagania bohaterów stają się jeszcze bardziej interesujące.

Akcja mknie w umiarkowanym tempie bez szczególnych zwrotów i zaskoczeń. Pomysł na podróż przez baśniowe krainy oraz walkę ze złem nie zachwyca oryginalnością, ale to nie ujmuje tej powieści. Czytelnikowi od samego początku towarzyszy napięcie, niepewność oraz charakterystyczna dla takich powieści magia. Podczas czytania nie sposób się nudzić. Opisy są szczegółowe, ale ciekawe, więc dobrze pozwalają sobie wyobrazić przedstawiony świat.

Największym plusem tej książki są wyraziści bohaterowie. Mają bardzo dobrze zarysowane charaktery, nie są nudni i oklepani. Autorka zrezygnowała ze zdecydowanego podziału na dobro i zło, jak w tradycyjnych książkach fantasy. Okrutni i bezwzględni Wikingowie, grabiący zamorskie krainy okazywali się być pogodnymi, śmiesznymi ludźmi o wspaniałych rodzinach. Olaf, który bez mrugnięciem oka zabijał słabych ludzi, nienadających się do niewolniczej pracy, tak na prawdę kochał swoje żony i dzieci, był dzielnym, uczciwym, zdolnym do miłości wojownikiem. Mała, słodka i przezabawna Lucy kilkukrotnie pokazuje, że jest kapryśna i rozpieszczona. Nawet z pozoru idealny Jack i bard także nie są idealni. Każda postać ma wady i zalety.

Autorka prezentuje bardzo dobry styl pisania – nie przeraża swoją prostotą i jednocześnie nie nuży. Dzięki temu czyta się szybko, przyjemnie, a książka idealnie nadaje się do odpoczynku w deszczowy dzień.

Po raz pierwszy miałam styczność z powieścią, opierającą się na wierzeniach Skandynawskich, ale muszę przyznać, że Morze Trolli wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Połknęłam ją w niecałe dwa dni i z pewnością sięgnę po drugą część.

Morze trolli łączy w sobie miłość, przyjaźń, poświęcenie, honor i dążenie do spełnienia marzeń. Malownicze krainy, ciekawe opisy, walka z potworami, nastoletni bohater oraz prosty język powodują, że jest skierowana przede wszystkim do młodszych czytelników, którzy z pewnością będą się przy niej dobrze bawić. Mimo to gorąco polecam ją wszystkim fanom typowej fantastyki, bez względu na wiek.









Wydawnictwo Jaguar
Liczba stron: 432
Ocena: 9/10
Comments (6)

"Porta Coeli: Brama światów" Susana Vallejo
by Grafogirl in , ,

Raczej stronię od podobnych powieści fantasy, ale opis z tyłu okładki Bramy światów zainteresował mnie do tego stopnia, że postanowiłam postarać się o tę książkę. Gdy okazało się, że ją otrzymałam, bardzo się cieszyłam, licząc na dobrą powieść fantasy.

Brama światów to pierwszy tom tetralogi autorstwa Susan Vallejo. Opowiada o dwójce przyjaciół, Bernardo i Nuno, którzy pod wpływem opowieści tego drugiego, wyruszają na poszukiwanie mitycznego stworzenia – jednorożca. Po drodze dołącza do nich Yebra, młoda, piękna kobieta, okrzyknięta przez innych "wiedźmą" ze względu na tajemnicze moce, które posiada. Razem starają się wyjaśnić pochodzenie przedziwnych stworzeń. Szybko okazuje się, że rozwiązanie zagadki znajduje się w Zakonie Świętej Cekliny.

Pomysł z dwoma światami i przejściami między nimi jest pospolity, a autorka nie odchodzi od utartego schematu. Fabuła poraża swoją prostotą i nie sprawia trudności w zrozumieniu. Dużą wadę stanowi także przewidywalność – bez problemu można odgadnąć rozwój wydarzeń, a kolejne i nieliczne zwroty akcji wcale nie zaskakują. Sam świat także nie należy do najoryginalniejszych – jednorożce i kolorowe robaki nie wyróżniają się na tle innych zwierząt, zrodzonych w ludzkiej wyobraźni.

Fani długich, rozbudowanych opisów, w których roi się od pięknych porównań oraz ciekawych metafor powinni trzymać się od tej powieści z daleka - najlepiej się nie zbliżać i nie marnować pieniędzy. Opisy występują, ale są bardzo ubogie. Czytając, nie czuć średniowiecznego klimatu, zakonników, monumentalnych zakonów i magicznych światów. Oczekiwałam, że magia będzie wypływać strumieniami z każdej strony, tymczasem gorzko się zawiodłam. Czary, jeśli już jakieś wystąpiły, zostały przedstawione skąpo. To samo dotyczy drugiego świata – zamiast emanować niezwykłością, traktowałam go zupełnie normalnie.

Bohaterowie są nudni. Czasami aż zdumiała mnie ich naiwność i dziecinność, a przecież mamy do czynienia dojrzałymi mężczyznami, w dodatku wykształconymi. Samo rozpoczęcie powieści jest bezmyślne – dwójka dorosłych ludzi, po studiach, zostawia wszystko i rusza na poszukiwanie znanego tylko z legend jednorożca. Czytelnik zadaje sobie pytanie – "Czy to ma sens?". 

Książka mnie nie wciągnęła, ale czytało się szybko, lekko i w miarę przyjemnie. Doskonale sprawdziła się podczas wielogodzinnej podróży samochodem. Nie nudziłam się, ale nie byłam wyjątkowo zachwycona.

Uważam, że Brama światów to pozycja idealna dla osób młodych, które lubią krótkie powieści z watką akcją, prostą fabułą, z nutką romansu i magii. Brama światów nadaje się na deszczowe dni lub dla odprężenia, bo czyta się szybko i przyjemnie. Na pewno sięgnę po następny tom, bo jestem bardzo ciekawa, czy okaże się lepszy. Zapowiada się całkiem nieźle.

Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2011
Liczba stron: 320
Ocena: 6/10
Comments (3)

"Kostka Śmierci" Kenneth Boegh Andersen
by Grafogirl in , ,

Po przeczytaniu Ucznia diabła i pozytywnym wrażeniu, jakie na mnie wywarł, postanowiłam zakupić drugą cześć cyklu Wielka wojna diabłów pisanego przez Kenneth B.Andersena – duńskiego autora powieści fantastycznych.

Kostka Śmierci opowiada kolejną przygodę Filipa. Chłopiec już nie jest tak idealny i lizusowaty. Coraz częściej zdarza mu się kłamać, kraść, nie odrabiać pracy domowej, często dzięki namowom swojej diabelskiej znajomej - Satiny. Zyskuje także nowych kolegów, który powoli przestają patrzeć na niego jak na aniołka.

Pewnego dnia Filip otrzymuje szansę powrotu do Piekła, gdzie bardzo potrzebuje go Mortimer – Śmierć. Zaginęła jego słynna, stu ścienna kostka. Rzut nią odmierzał długość żywotów ludzi. Bez niej na świcie rodzą się nieśmiertelni, co stanowi niebezpieczeństwo dla człowieka, Śmierci, a także Nieba i Piekła. Filip wraca do otchłani i wraz ze swoją przyjaciółką, Satiną, podejmują próby znalezienia zguby, aby zapobiec nadchodzącej katastrofie.

Akcja rozkręca się w umiarkowanym tempie, a czytelnik po kolei poznaje rozwój pełnych niespodzianek i wątpliwości poszukiwań. Dzięki temu nie sposób się pogubić, a winowajca do ostatnich stron pozostaje całkowitą tajemnicą – nie może niczego się domyśleć aż do dość osobliwego zakończenia. Tłem poszukiwań jest między innymi bardzo dobry wątek miłosny. Nie przesadzony i przesłodzony, ale delikatny.

Pomysł na powieść oraz kreacja świata zachwyca oryginalnością. Na podstawie wielu szczegółowych, nienużących i bardzo ciekawych opisów bliżej poznajemy Śmierć, Piekło, a także Otchłań. Autor barwie przedstawia nam dom Śmierci, otaczający go mroczny las, a także kolejne kary, czekające grzeszników w Piekle, co dodaje całości nutki niezwykłości i grozy. Poznajemy nowe, paskudne stworzenia, takie jak wampiry, mary, czy wilkołaki. Czytając można poczuć się jak w prawdziwym piekle. Oprócz paskudnych potworów, występują także bardziej przyjazne postacie, takie jak wesoły i sympatyczny Moczybroda, matka Satiny, kucharka Ravine, a nawet sam Lucyfer.

Język powieści jest prosty, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Niestety próżno tu szukać dowcipu, czasem występującego w Uczniu diabła. Kostka Śmieci niestety nie zawierała żartów i śmiesznych docinek. W Kostce Śmierci można także znaleźć przesłanie moralne, mówiące o tym, że życie wieczne wcale nie jest tak wspaniałym darem, a Śmierć tak naprawdę jest potrzebna. 

Książka podobała mi się, ale nie zachwyciła. Wielokrotnie się nudziłam i nie czytało mi się tak przyjemnie jak pierwszą część Wielkiej wojny diabłów. Mimo wszystko uważam, że Kostka Śmierci jest godną polecenia powieścią, skierowaną szczególnie dla młodszych czytelników – ze względu formę oraz wiek bohaterów. Wydaje mi się, że sięgnę po trzecią cześć, zatytułowaną Śmierć w pigułce.

Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2011
Liczba stron: 376 
Ocena: 8/10
Comments (4)

"Uczeń diabła" Kenneth Boegh Andersen
by Grafogirl in , ,

Niedawno odwiedziłam księgarnię celem nabycia jakiejś ciekawej książki fantastycznej. Wcześniej nie miałam okazji zajrzeć do internetu i znaleźć czegoś interesującego, więc wybierałam intuicyjnie. Po krótkim zastanowieniu, skuszona opisem, zakupiłam Ucznia Diabła autorstwa Kennetha B.Andersena. 

Powieść opowiada o historii Filipa Engella - chłopca idealnego, uczynnego i obrzydliwie dobrego. Bohater nigdy nie kłamie, nie oszukuje, pomaga bezinteresownie, uczy się wzorowo, a jego zachowanie ocieka dobrym wychowaniem. Krótko mówiąc - wzór cud wszelakich. Pech chciał, że pewnego dnia zostaje wepchnięty pod samochód i ginie. Wydaje się, że przed Filipem niemal natychmiast powinny otworzyć się bramy do nieba, a on zostałby przyjęty z należytym szacunkiem. Mimo to po śmierci trafia do...piekła!

Ktoś taki w piekle? Wydaje się to zupełnie niemożliwe. Chłopiec znalazł się tam przez pomyłkę, a nie na skutek grzechu. Szybko okazuje się, że błąd może być tragiczny w skutkach. Lucyfer jest śmiertelnie chory i zostało mu mało czasu, a właściwy przybysz miał przejąć po nim tron. Gdy tylko Książę Ciemności orientuje się, że w jego ręce wpadł istny anioł, rozpoczął rozpaczliwe próby wychowania Filipa na prawdziwego diabła, aby zapewnić następcę tronu.

Autor w swojej powieści przedstawia ciekawe wyobrażenie Piekła jako miejsca bardzo podobnego do świata ludzi żywych. Z zapałem czyta się bujne opisy i kolejno odkrywa idealnie dopracowany świat, a także jego mieszkańców. Diabły tak jak ludzie chodzą do szkoły, do kina, na zakupy, a obok nich żyją potępieni, czyli dusze, które trafiły tu, aby odbyć karę. Wiodą okrutny żywot, pracują dzień i noc bez wytchnienia, poganiani smaganiem batów. Pośród zakamarków żyją na prawdę niebezpieczne istoty - Szeptacze, Kusiciele, Wargi, które powodują ciarki na plecach i dodają powieści bardziej mrocznego charakteru. Oprócz tych złych pojawiają się także inni, pozytywni bohaterowie. Wiele z nich to postacie bardzo sympatyczne i z poczuciem humoru - Lucyfaks, Moczybroda, Satina, a także sam Lucyfer, który mimo choroby był skory do żartów i podstępów.

Dużą zaletą książki jest sprawnie poprowadzona akcja, która nie pozwala oderwać się od lektury. W międzyczasie okazuje się, że choroba Lucyfera nie jest przypadkowa, ale ktoś za tym stoi. Czytelnik stopniowo poznaje kolejne elementy układanki, aż dociera do wyjątkowo pomysłowego zakończenia, które satysfakcjonuje i zaskakuje.

Jedna z nielicznych wad to nudny początek. Czytanie szło mi mozolnie i były momenty, kiedy chciałam odłożyć ten tom na półkę i dać sobie spokój, ale po kilku mało ciekawych, chaotycznych i szybkich rozdziałach akcja się rozkręciła do tego stopnia, że nie mogłam oderwać wzroku od czarnych literek.

Na zakończenie śmiało mogę stwierdzić, że Uczeń Diabła jest książką wartą przeczytania. Szczególnie polecam ją młodzieży. Stanowi miłe oderwanie od trudniejszych lektur, bo czyta się ją lekko i z zainteresowaniem. Już teraz jestem pewna, że nabędę kolejną część, zatytułowaną Kostka Śmierci.

Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2011
Liczba stron: 364
Ocena: 9/10
Comments (9)